Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 270 015 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Lublin: konferencja o Żołnierzach Wyklętych

niedziela, 28 lutego 2010 22:06

Akademicki Klubu Myśli Społeczno - Politycznej "VADE MECUM" serdecznie zaprasza na Uroczyste Obchody
61 rocznicy śmierci cc. mjr Hieronima Dekutowskiego ps. "Zapora" i jego 6 Podkomendnych.






Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Rocznica zabójstwa generała "Nila"

czwartek, 25 lutego 2010 7:58

24.02.2010 minęła kolejna rocznica zabójstwa generała Augusta Emila Fieldorfa "Nila" bohatera walki o niepodległość, dowódcy "Kedywu" i "Nie". Został on zamordowany po bezprawnym procesie przez komunistów, całkowicie zrehabilitowany w roku 1989. Nikt nie został za tą krwawą zbrodnię ukarany. Jednak dobrym akcentem zeszłego roku jest piękny film "Generał Nil" przybliżający młodym pokoleniom postać tego człowieka. Być może wreszcie nadszedł czas odkrycia zakłamywanej przez lata historii...

Cześć jego pamięci !

www.onr.h2.pl


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Spotkanie "Idea Narodowa a ekologia" - relacja

czwartek, 25 lutego 2010 7:53
Wrocław:
17 lutego 2010 w lokalu wrocławskiego oddziału Civitas Christiana odbyła się dyskusja, której celem było przeanalizowanie relacji jakie zachodzą pomiędzy szeroko pojętą „ideą narodową" (a także - równie szeroko pojętą - „prawicą"), a tzw. ekologią oraz „ekologizmem" (gdzie ten ostatni rozumiany jest jako pewna mniej lub bardziej sprecyzowana ideologia, odnosząca się do zagadnień politycznych, społecznych, ekonomicznych, kulturowych etc.).

Istnieje bowiem mocno ugruntowane przekonanie, że obszar walki o ochronę środowiska jest nieomal wyłączną domeną lewicy, w szczególności zaś tzw. Nowej Lewicy. Warto zatem zweryfikować ten pogląd, spojrzeć na kwestię z różnych stron i - być może - dojść do jakichś wniosków, albo nawet wypracować koncepcję „ekologii z prawej strony", czy też „ekologii patriotycznej", „ekologii narodowej" etc.

Tak się złożyło, że autor tej relacji był osobą, która spotkanie zorganizowała i rozpoczęła. Starając się wysławiać możliwie zwięźle (by zostawić jak najwięcej czasu na dyskusję) przedstawiłem pokrótce kilka koncepcji stosunku człowieka do środowiska naturalnego, opartych na fundamentach innych niż radykalnie lewicowe.

Oczywiście wzięto pod uwagę popularne na tzw. „prawicy" (w szczególności wolnorynkowej) przekonanie, że postęp technologiczny to zasadniczo rzecz godna największej pochwały, podobnie jak kapitalistyczny ustrój gospodarczy, a co za tym idzie działania „ekologów" są co najmniej podejrzane i stanowią nic innego jak tylko maskę dla prądów socjalistycznych i totalitarnych, czy w ogólności destrukcyjnych. W ramach tego poglądu głosi się także, że w istocie tenże ustrój kapitalistyczny, rynkowy - jest najlepszą gwarancją ochrony przyrody i że wynika to m.in. z obecnego w nim poszanowania praw własności.

Z drugiej jednak strony przywołano punkty widzenia przeciwne, choć też nie z obszaru lewicy. Pierwszym była postawa radykalnych konserwatystów (reakcjonistów, tradycjonalistów), takich jak Ludwig von Haller, Justus Moser, Adam Muller, czy - w wieku XX - Nicolas Gomez Davila - którzy krytykowali zarówno liberalną koncepcję gospodarki, jak i industrializację, a robili to z pozycji kontrrewolucyjnych, z pozycji ludzi marzących o powrocie do czasów feudalnych, życia możliwie powolnego, spokojnego, zorganizowanego poprzez hierarchię i obyczaj. Tacy konserwatyści zarzucali liberalizmowi (ale - rzecz jasna - także socjalizmowi) atomizację społeczeństwa, destrukcję tradycyjnych więzi, zakucie człowieka w kajdany stresu i pośpiechu oraz nastawienie wyłącznie na zysk i zaspokajanie potrzeb materialnych.

Co ciekawe, podobne głosy pojawiają się wśród różnego rodzaju „tercerystów" w drugiej połowie XX wieku - a to np. u narodowych radykałów (w Polsce NOP), narodowych anarchistów czy w kręgach francuskiej Nowej Prawicy. A ponieważ w kręgach tercerystycznych często jest się jednocześnie przeciwko klasycznej prawicy, a zarazem jako „prawicę" postrzega się nurty liberalne, liberalno-konserwatywne, pro-kapitalistyczne, mieszczańskie - to skutkiem tego zwrot w stronę ekologii widziany jest jako zaczerpnięcie „tego, co dobre" z programu lewicy, bądź po prostu jako wyjście poza schemat prawica-lewica.

Wspomniano także o swoiście „lewicowo-prawicowych" pomysłach na „ekologię", które pojawiały się w publicystyce takich autorów, jak np. Remigiusz Okraska czy Jarosław Tomasiewicz (i ogólnie w środowisku dzisiejszego „Obywatela"). Łączyli oni postulaty zaczerpnięte ze „starej lewicy" z patriotyzmem, zakorzenieniem, etnopluralizmem, poczuciem tożsamości narodowej, ale i regionalnej.

Zwrócono uwagę również na inne aspekty zjawiska - a to np. podkreślane przez wielu publicystów „z prawej strony" przeinaczanie, wyolbrzymianie czy wręcz fałszowanie danych w środowiskach „ekologicznych" (lewicowych) - w sposób taki, by „nakręcić paranoję" (lęk przed rychłą katastrofą związaną np. z globalnym ociepleniem). Zasugerowano także, że być może lewicowi ekologowie zbyt mało interesują się przyrodą jako taką, kontemplowaniem jej piękna, rozpowszechnianiem wiedzy na jej temat - a zamiast tego egzystują de facto w rzeczywistości wielkomiejskiej, skupiając się przede wszystkim na xerowaniu ulotek, organizowaniu pikiet etc. Oczywiście, jest to tylko pewne wrażenie i mimo wszystko nie chciałbym tu nikomu (nawet przeciwnikom politycznym) nic imputować bez dowodów (jakkolwiek pewne przesłanki tu istnieją).

Tyle było wstępu kolegi prelegenta. Później rozpoczęła się dyskusja. Na spotkanie przyszły bodaj 24 osoby, część z nich reprezentowała (raczej nieoficjalnie) określone środowiska (Młodzież Wszechpolską, Civitas Christiana, Obóz Narodowo-Radykalny, Narodowe Odrodzenie Polski, Unię Polityki Realnej, Organizację Monarchistów Polskich). Co ważne, większość z nich włączyła się do rozmowy. Poruszono bardzo wiele wątków, m.in. relację pomiędzy ochroną przyrody a patriotyzmem i przywiązaniem do Ojczyzny ; kwestię tego, na ile prawdziwe są katastroficzne wizje szerzone przez lewicowych ekologów ; związek pomiędzy stanem przyrody, rozwojem technicznym, a ustrojem gospodarczym ; postępujący proces przekształcania się niektórych hipotez naukowych (jak ta o globalnym ociepleniu) w swego rodzaju „świeckie religie" z nienaruszalnymi dogmatami ; sprawę elektrowni atomowych ; koncepcję małych, oddolnych działań na rzecz przyrody (jak np. dokarmianie zwierzyny leśnej) i to, czy jest sens wiązać je z określonymi organizacjami i ideami politycznymi.

Uczestnicy przedstawiali różne poglądy: niektórzy bronili np. wolnego rynku, inni zaś przystępowali do rewizji założeń gospodarki liberalnej, atakując ją z pozycji endeckich czy korporacjonistycznych. Podnoszono także zarzut, że „prawicowcy" (w szczególności środowiska konserwatywno-liberalne) często zbyt pochopnie odrzucają wszelkie postulaty „ekologów", z góry przyklejając im łatkę „lewackich" i przez to bezwartościowych.

W ogólności spotkanie można uznać za udane. Pewnym mankamentem jest fakt, że nie pojawiły się żadne bardziej sprecyzowane pomysły na to, jakie działania „ekologiczne" z prawej strony mogłyby zostać podjęte, tzn. takie pomysły, które odnosiłyby się do konkretnych miejsc, problemów etc. Cóż, być może w przyszłości pojawią się w tym kierunku jakieś dokładniejsze koncepcje.

www.onr.h2.pl


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Okiem Narodowca 15.02.-21.02.2010

wtorek, 23 lutego 2010 7:32
Poniedziałek 15.02.2010
Koncern PepsiCo zrezygnował z decyzji o wsparciu finansowym dla środowisk wszelkiej maści zboczeńców pod silną krytyką konserwatywnych Amerykanów. Świeżo po otrzymaniu informacji o niemoralnym działaniu firmy, Amerykańskie Stowarzyszenie Rodziny ogłosiło bojkot jej produktów, do których należą m.in. napoje marki Pepsi-Cola, Lipton Ice Tea, Gatorade, 7 Up, Mountain Dew, Mirinda, Schweppes, Slice, chipsy marki Lay's, soki marki Toma, woda mineralna marki Aqua Minerale oraz Górska Natura. W bojkot zostało zaangażowanych ponad pół miliona obywateli - dzięki takiej aktywności presja na PepsiCo odbiła się koncernowi w dochodach. Wydarzenie to pokazało, że zdrowo rozumiane społeczeństwo obywatelskie o profilu konserwatywnym potrafi walczyć o ideały przyświecające każdemu normalnemu człowiekowi, bez zbędnych mechanizmów państwowych.

Wtorek 16.02.2010
Lewacki rząd III RP postanowił wyciągnąć nową broń przeciwko więzi rodzinnej. Z naszych podatków zamierza przeznaczyć 732 tys. złotych na popularne seriale, by aktorzy prowadzili światłe rozważania na temat posłania dzieci do przedszkola, aby „nie przeszkadzały" one nowemu rodzajowi kobiety w robieniu kariery kosztem wychowania pociech. Tam już na maluchów będą czekali pracownicy-doktrynerzy wmawiający im miłość do Eurokołchozu czy nienawiść do rodziców „ograniczających ich prawa". Jak mawiali jezuici: „dajcie nam dziecko do piątego roku życia a wychowamy całkowicie tak jak chcemy". Inżynieria społeczna rodem z „Roku 1984" dzieje się na naszych oczach!

Środa 17.02.2010
Mam okazję poczuć dumę z własnej uczelni! Dziekan Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Gdańskiego wyśmiał propozycję indoktrynowania studentów za pomocą tzw. gender studies wysuniętą przez grupę profesorek żyjących ciągle w poprzedniej epoce. Panu Dziekanowi serdecznie gratulujemy cywilnej odwagi!

Czwartek 18.02.2010
Związek Kontroli Dystrybucji Prasy ogłosił porażkę lewackiej „Polityki" wśród najlepiej sprzedających się tygodników opiniotwórczych. Pierwsze miejsce w rankingu zajął katolicki „Gość Niedzielny". Zwycięstwo „naszych" bardzo cieszy z powodu częstego ukrywania magazynu przez sprzedawców w mniej widocznych miejscach w salonikach prasowych gdy szmatławce pokroju „Faktów i mitów" zajmują najlepiej eksponowane miejsca. Ks. red. Garncarczykowi gratulujemy i życzymy ugruntowania pozycji oraz powodzenia w kształtowaniu opinii Polaków zgodnie z nauczaniem Świętego Kościoła Rzymskiego.

Piątek 19.02.2010
Fronda.pl donosi: „Nagi mężczyzna zakłócił ekumeniczną Środę Popielcową dla artystów w Berlinie. Podbiegł do ołtarza i przerwał kardynałowi kazanie." Podniosło się wielkie oburzenie na dewianta - wariata, mnie jednak bardzie poraża fakt, że mają miejsce „ekumeniczne nabożeństwa", szczególnie dla ludzi sztuki, tak podatnych na wpływy lewicy, demoralizowanych nawet przez katolickich księży, dla których herezja nie jest niczym złym.

Sobota 20.02.2010
PiotrSkarga.pl: „Archidiecezja w Waszyngtonie wycofała się z programu opiekuńczo-charytatywnego, realizowanego w Waszyngtonie i przyległych do niego miejscowościach. To skutek mającej obowiązywać od 2 marca ustawy, zezwalającej na zwieranie tzw. małżeństw homoseksualnych w Dystrykcie Kolumbii. Archidiecezjalne organizacje charytatywne przestaną zajmować się także sprawami adopcji dzieci." Widzimy zgniliznę moralną naszych czasów, gdy sam Kościół musi się wycofywać z działalności charytatywnej. Rządzący lewacy postawili Mistyczne Ciało Chrystusa w sytuacji wyboru - albo pozwalacie zboczeńcom na adopcję dzieci, albo nie możecie służyć społeczeństwu działalnością opiekuńczo-charytatywną.

Niedziela 21.02.2010
Były działacz „Solidarności" Władysław Frasyniuk Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym w Londynie przy okazji otwarcia wystawy "Solidarność legenda wiecznie żywa" apelował o zamianę Dnia Narodowego Święta Niepodległości z dnia 11 listopada na 4 czerwca na pamiątkę pierwszych wyborów w historii III RP. Można po części się z Frasyniukiem zgodzić - im bardziej polska gubernia Unii Europejskiej się skompromituje tym lepiej - być może byłby to kolejny gwóźdź do trumny demoliberalizmu.

Frodo ONR Pomorze

www.onr.h2.pl


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Okiem Narodowca 08.02-14.02.2010

czwartek, 18 lutego 2010 8:24
Poniedziałek 08.02.2010
Kolejne szykany wobec Polaków na Białorusi. Tym razem milicja i komornicy wkroczyli do Domu Polskiego w Iwieńcu i w brutalny sposób wyrzucili stamtąd działaczy Związku Polaków na Białorusi. Jest to kolejny epizod zorganizowanej walki państwa białoruskiego z polską mniejszością narodową zamieszkującą tamte tereny. Tymczasem polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych milczy. Raz za razem pokazuje, że napiętnowani Polacy na obczyźnie nie mają co liczyć na wsparcie Państwa Polskiego poza granicami ojczyzny. Tym samym szef MSZ, prawdopodobny kandydat na prezydenta RP z ramienia Platformy Obywatelskiej Radosław Sikorski pokazuje, że zwykły obywatel go nie interesuje.

Wtorek 09.02.2010
Parlament Europejski zatwierdził tzw. „kolegium unijnych ministrów (zwanych przez propagandę komisarzami - brzmi swojsko...)" będące w praktyce rządem nowego państwa - Unii Europejskiej. Spora część spośród z 27 jego członków działała w przeszłości w ugrupowaniach jawnie komunistycznych, w tym także nowy premier UE Jose Manuel Barroso. Jak widać, komunistyczne sympatie establishmentu żadnym mediom nie przeszkadzają. Co innego gdy osoba ma prawicowe lub konserwatywne poglądy. Wtedy jest mu przypisywana łatka „nazisty", czy „faszysty" i taka osoba jest konsekwentnie niszczona.

Środa 10.02.2010
W tym dniu minęła 70 rocznica pierwszej wojennej deportacji Polaków w głąb Związku Radzieckiego. Przez te 70 lat „polski rząd" nie zdołał rozliczyć winnych tej zbrodni. Nawet nie doszło do oficjalnego obarczenia Rosjan odpowiedzialnością za tą zbrodnię. Ale widocznie „nasza władza" (ludowa) nie chce występować przeciwko swoim ideologicznym mentorom.

Czwartek 11.02.2010
Niemieckie organizacje ekologiczne zaskarżyły w Wyższym Sądzie Administracyjnym w Greifswaldzie decyzję zezwalającą na budowę Gazociągu Północnego. Według ekologów urząd wydając zgodę na budowę nie wziął pod uwagę zagrożenia dla środowiska jakie niesie za sobą budowa rurociągu. A więc jednak można zatrzymać tą budowę. To, co nie udało się „naszemu" rządowi udało się garstce niemieckich miłośników przyrody. Pozostaje pytanie dlaczego pan Tusk nie wykazał takiej determinacji w walce o polski interes narodowy? Czyżby obawiał się, że w razie gdyby mu się udało, kanclerz Niemiec Angela Merkel nie będzie już go poklepywała po plecach...? (Na osobny komentarz zasługuje fakt, iż Tusk niczym posłuszny chłopiec daje się poklepywać po plecach.)

Piątek 12.02.2010
Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski spotkał się wreszcie ze swoim odpowiednikiem z Białorusi. Jednak mimo pięknych zapowiedzi o „męskiej" rozmowie w sprawie prześladowań Polaków, spotkanie nie przyniosło żadnych rezultatów w tej sprawie. Podpisano jedynie umowę o małym ruchu granicznym co na dobrą powinno być załatwione już dawno. Widać jak na dłoni, że małżeństwo z obcokrajowcem i rozprzedanie za bezcen polskiego przemysłu zbrojeniowego zagranicznym firmom nie jest odpowiednim przygotowaniem, by pełnić funkcję Ministra Spraw Zagranicznych...

Sobota 13.02.2010
Rosyjski premier Dymitri Miedwiejew w wypowiedzi dla mediów stwierdził, że w Katyniu to Niemcy rozstrzeliwali polskich oficerów. Jak zwykle „nasza" władza (ludowa) nie robi nic konkretnego, by Rosjanie przestali kłamać w tej sprawie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wyda prawdopodobnie oświadczenie na ten temat i na tym się skończy. Jak zwykle... Lecz nie ma się czemu dziwić. Podejście polskiej (?) władzy do tego problemu najlepiej pokazał były prezydent RP Aleksander Kwaśniewski, który 'składał hołd" pomordowanym będąc kompletnie pijanym (według oficjalnej wersji stan głębokiego upojenia alkoholowego nazywa się „chorobą filipińską")...
„Nasz Dziennik" donosi, że powstańcy warszawscy nie mają za co żyć. Jest to ogromnie oburzające, że ludzie, którzy walczyli i ginęli za WOLNĄ Polskę nie mają co do garnka włożyć podczas, gdy byli funkcjonariusze UB i Milicji będący zbrojnym ramieniem narzuconego powojennej Polsce reżimu dostali wysokie emeryturki. Ale nie ma się co dziwić temu stanowi rzeczy, jeśli weźmie się pod uwagę, że liberalna gazetka, chcąca uchodzić za poważną, (zwana Gazetą Wyborczą) drukuje poradnik dla siepaczy PRL-u jak mogą zwiększyć swoje świadczenia. Jak widać członkowstwo ojca redaktora tejże gazetki (bulwarówki?) w komunistycznym Komitecie Centralnym Zachodniej Ukrainy mającej antypolskie cele zobowiązuje...

Niedziela 14.02.2010
Ksiądz kardynał Carlo Caffara, metropolita Bolonii w specjalnej nocie wydanej z okazji odbywającego się w Perugii krajowego kongresu stowarzyszenia homoseksualistów Arcigay, podkreślił, iż katolik nie może popierać związków homoseksualnych. Stwierdzi on m. in. że „nie można pozwolić na koabitację we własnym sumieniu wiary katolickiej i poparcia dla zrównania związków homoseksualnych z małżeństwem. Są one wzajemnie sprzeczne." Jest to jeden z ostatnich głosów zdrowego rozsądku. Niestety skutecznie przemilczany przez liberalne media.

Stanisław H. ONR Opolszczyzna

www.onr.h2.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

www.onr.h2.pl

środa, 17 lutego 2010 7:27

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Podsumowanie działalności ONR Dolny Śląsk

poniedziałek, 15 lutego 2010 12:46
Podsumowanie działalności ONR Dolny Śląsk w okresie październik 2009-styczeń 2010
W okresie od października 2009 do końca stycznia 2010 członkowie ONR Wrocław dwukrotnie współorganizowali spotkania (w formie dyskusji / prelekcji) młodzieży o poglądach narodowych i prawicowych, odbywające się w jednym z dostępnych lokali. Tematem pierwszego była relacja nacjonalizm-konserwatyzm, czyli to, jak "idea narodowa" ma się do szeroko pojętego tradycjonalizmu i reakcjonizmu oraz jak w ogóle te pojęcia rozumieć. Drugie spotkanie tyczyło się politycznej poprawności, jej wpływu na język współczesnych mediów, a co za tym idzie - także i społeczeństwa. W spotkaniach brało udział kilkanaście osób, nie tylko z ONR.
Prócz tego kolega ATW, wygłosił prelekcję nt. Bolesława Piaseckiego dla Korporacji Akademickiej Magna Polonia Vratislaviensis. Słuchaczami byli także członkowie ONR.
Odbyło się także kilka innych spotkań, o charakterze "technicznym", podczas których np. rozdawano zeszyty, planowano akcje, dyskutowano etc.

Poza tym Brygada wspomogła kontr-akcje NOP oraz MW w związku z manifestacją pederastów 24.10.2009 - aktywiści ONR oprotestowywali pochód "gejów, lesbijek i przyjaciół" oraz rozdawali ulotki.

11.10.2009 część Brygady wzięła udział w obchodach Święta Niepodległości w Warszawie, część zaś - we Wrocławiu (pochód i koncert Irydionu).

Miała miejsce także akcja plakatowa w rocznicę śmierci Romana Dmowskiego (blisko 200 plakatów).

W najbliższym czasie (przełom lutego i marca) odbędą się dwie kolejne otwarte prelekcje, zainicjowane przez ludzi z ONR Wrocław, na tematy ideowe i historyczne, m.in. odnośnie związku między nacjonalizmem a ekologizmem.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Dodatek specjalny IPN do miesięcznika „Nowe Państwo – Niezależna Gazeta Polska” nr 1/2010

poniedziałek, 15 lutego 2010 12:41
Polecamy najnowszy Dodatek Specjalny IPN do lutowego wydania „Gazety Polskiej"/„Nowego Państwa" pod tytułem „Szańce Wielkiej Polski". Omawia on sprawę koncepcji wschodniej i zachodniej granicy Polski w okresie II wojny światowej w ujęciu środowisk politycznych Stronnictwa Narodowego, ONR „ABC" i Organizacji „Ojczyzna". Przedstawia sylwetki autorów polskiej myśli zachodniej z okresu wojny. Drugi tekst przedstawia okoliczności powstania działalności rozbicia przez komunistyczny aparat represji Komitetu Ziem Wschodnich, działającego przy Prezydium Zarządu Głównego SN. Całość jest starannie wydana i bogato ilustrowana. Zapraszamy do lektury.   

www.endecja.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Nowy numer Polityki Narodowej

poniedziałek, 15 lutego 2010 12:40

Ukazał się nowy numer "Polityki Narodowej". W piśmie m.in. ankieta na temat kondycji i perspektyw współczesnego Ruchu Narodowego - bez zbędnego historycznego nadęcia, żywi o żywych.


W numerze też rozstrzygnięcie konkursu o tym jak żyć jako narodowiec poza polityką, okazuje się, że najlepsze pióro mają młodzi ludzie, niezmęczeni latami walk na korytarzach sejmowych. Znakomitym rozważaniom prof. Grotta o prawdziwej naturze sojuszu "czarnosecinnej" endecji ze Świętym Kościołem Rzymskokatolickim towarzyszą refleksje o gospodarczym programie najbardziej kontrowersyjnych z kontrowersyjnych - tym razem na tapecie "bepiści". Pismo odkrywa też fenomen węgierskiej sceny nacjopopowej oraz utyskuje nad próbą zawłaszczenia sobie Gajcego przez tych, którzy na niego nie zasługują. Polityka Narodowa przygląda się niemieckiej Frakcji Czerwonej Armii i rosyjskiej Partii Narodowo-Bolszewickiej, wiernie relacjonuje zjazd Młodzieży Wszechpolskiej w 20 rocznicę reaktywacji i z sympatią wspomina rocznicę założenia Ruchu Młodej Polski...

Wspólnota - 2
Porządek - 3
Naczelny głos - 4
Pożegnanie mec. Krzemińskiego - 10

TEMATYCZNIE: IDEA NARODOWA PO 1989 R.

Ankieta nt. Idei Narodowej w Polsce po 1989 r.
- Rafał Łętocha - 12
- Lucyna Kulińska - 17
- Artur Zawisza -19
- Ireneusz Ryszkowski -21
- Arkadiusz Meller -  24
- Wojciech Wierzejski - 26
- Robert Winnicki - 29
- Tomasz Szczepański - 31
Konkurs: Jak współcześnie poza życiem polityczno-partyjnym najłatwiej
i najlepiej realizować  ideę narodową?
- Tomasz L. Wiśniewski - 35
- Adam du Monde - 42
- Jarosław Komorniczak -  45
- Arkadiusz Cierniewski -  48
Kto i za co nienawidzi Dmowskiego - Marcin Stroński - 54

TOŻSAMOŚCIOWO

(Kontr)rewolucja przeciw materializmowi - Arkadiusz Meller - 68
Endecja i religia. Spór, sojusz, koegzystencja - Bogumił Grott - 82
Korporacjonizm. Katolicka idea państwa - Marek Kopaczyk - 119

POLITYCZNIE

Lizbona a sprawa polska - Jacek Tomczak - 134
Grassroots czyli o lokalnych strukturach - Sławomir Pszenny -143

KULTURALNIE

Antykapitalistyczna rewolta na dużym ekranie - Marcin Białasek - 147
Gajcy nadal nieodkryty - GS -150
Romantyczna przemoc. Węgierska muzyka narodowa - Jakub Siemiątkowski - 152

RECENZYJNIE

Narodowi bolszewicy - Jakub Siemiątkowski - 155
Wilcze opowieści - Maurycy Mietelski - 158
Endecja vs. sanacja, odcinek pomorski - GT - 160
Nacjonalizm w polityce państwowej - Daniel Pawłowiec - 162

ROCZNICOWO

Trzydziestolecie Ruchu Młodej Polski - Arkadiusz Meller - 164
20 lat Młodzieży Wszechpolskiej - Maurycy Mietelski - 168
Teczki autorów - 172

 

Do nabycia w Salonach Empik

 

www.endecja.pl

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Polityka wschodnia

poniedziałek, 15 lutego 2010 12:37

Minione wybory prezydenckie na Ukrainie, a także posunięcia ustępującego szefa tego państwa, Wiktora Juszczenki, stały się okazją dla polskich fanów Rosji, do ponownego pouczenia społeczeństwa o konieczności ułożenia dobrosąsiedzkich stosunków z Moskwą i poświęcenia na ich rzecz polskich rzeczywistych i potencjalnych sojuszników w rejonie postsowieckim. Wydaje się to być dobrym pretekstem, by wykazać zarówno kruchość fundamentów, na których opiera się rodzima orientacja prorosyjska, jak i powiedzieć o fatalnym stylu, w jakim politykę wschodnią naszego państwa prowadziły władze kraju, zwłaszcza ośrodek prezydencki.

Na początku warto sobie zadać pytanie - czym powinna być polska polityka wschodnia; czy jej prowadzenie jest celem samym w sobie, czy nasza aktywność polityczna, gospodarcza i kulturalna na wschód od Bugu jest jakąś wartością autonomiczną? Oczywiście, na tak postawione pytanie należy zdecydowanie odpowiedzieć - nie. Cel jest (albo inaczej - powinien być) o wiele szerszy - chodzi o zbudowanie takiej pozycji RP, by umożliwić naszemu państwu odgrywanie na arenie międzynarodowej roli podmiotu, zamiast, jak to ma miejsce dotychczas, przedmiotu. Jest to, wydawałoby się, oczywiste, a jednak odnoszę wrażenie, że wielu „rusofilów" ma problem, by tak nasz interes narodowy zdefiniować. Dlaczego? Można domniemywać, że, przynajmniej niektórzy z nich, przyjmują w polityce międzynarodowej pewien paradygmat, który ja określam jako „minimalistyczny", a który oni lubią traktować mianem „realizmu". Minimalizm ów polega na przekonaniu, że ze względu na obiektywną słabość Polski, zmuszeni jesteśmy do rezygnacji z aktywnej polityki międzynarodowej wszędzie tam, gdzie jej konsekwencje mogłyby skutkować czymś więcej niż dyplomatyczną połajanką na europejskich salonach. Zagadnieniem, wokół którego wydaje się koncentrować refleksja polityczna „minimalistów" jest hasło „przetrwać". Trauma polskich doświadczeń minionych dwóch wieków sprawia, że są oni gotowi na swoistą szwajcaryzację naszego kraju, byle tylko oddalić od niego potencjalne bądź wyimaginowane zagrożenie. Paradoksalnie, w postawie tej dostrzegam wiele z kompleksu wobec Rosji, który to kompleks „realiści" tak chętnie przypisują, rzeczywistym lub domniemanym, rusofobom. Odnoszę wrażenie, że zarówno ci, którzy histerycznie reagują na wszelkie posunięcia Moskwy, jak i osoby łączące lęk wobec niej ze swego rodzaju sympatią czy podziwem, popełniają stary błąd ludzi Zachodu, polegający na traktowaniu wschodniego niedźwiedzia jako źródła siły tym groźniejszej, że niezrozumiałej, na swój sposób mistycznej i specyficznej. Przekonanie o rosyjskiej wyjątkowości budzi w jednych i drugich skrajnie odmienne reakcje, które łączy jedynie ich kompletna nieprzydatność przy rzeczowej analizie relacji międzynarodowych. Zaciekli przeciwnicy Moskwy mówią: „nigdy nie zrozumiemy Rosji, boimy się jej, zwalczamy ją na wszelkie możliwe sposoby", zagorzali jej adoratorzy odpowiadają: „nigdy nie zrozumiemy Rosji, boimy się jej, musimy ją za wszelką cenę udobruchać". Rusofilia czy rusofobia to jednak zagadnienia wtórne wobec tego, co napisałem wcześniej, wobec postawy zakładającej „niewychylanie się" jako receptę na w miarę spokojne trwanie państwa i narodu.

Przeciwieństwem minimalizmu nie jest, jak mógłby ktoś pomyśleć, jakiś maksymalizm, doktryna zakładająca imperialne sny o potędze. Takie przeciwstawieństwo jest wprawdzie charakterystyczne dla psychiki wielu narodów Europy Środkowo - Wschodniej, narodów borykających się ze swoistym syndromem neokolonialnym, szamoczących się pomiędzy rezygnacją wynikającą ze słabości, a fantazjami dotyczącymi wielkości i potęgi, jednak nie o ten typ myślenia chodzi tym, którzy podnoszą postulat podmiotowości państwa polskiego. Dążenie do podmiotowości wynika z dwóch przesłanek: po pierwsze z przekonania, że nasze usytuowanie na mapie Starego Kontynentu nie pozwala na proste wpisywanie się w żaden ogólnoeuropejski nurt ideowy czy geopolityczny bez zaznaczenia i wyodrębnienia polskiej, a być może szerzej, środkowoeuropejskiej, specyfiki i wyartykułowania wynikających z tego faktu postulatów i realizacji odrębnych, swoistych interesów; po drugie ze świadomości, że żaden naród, który nie podejmuje walki o to, by być podmiotem dziejów, nie może liczyć na nic więcej, niż stopniowe obumieranie i rozkład w demoliberalnym kotle. Zwłaszcza w perspektywie relacji z mocarstwem wschodnim, postawa bierności, wycofania i spolegliwości nie może skutkować niczym innym, jak coraz większym podporządkowaniem się jego interesom. Dobrym przykładem jest tutaj Aleksander Łukaszenko, który, zrozumiawszy, że na objęcie fotela szefa zjednoczonego państwa białorusko-rosyjskiego, szans nie ma, zaczął grać na niezależność swojego kraju, co, przy obecnym stopniu zależności, w jaką wpędził się zorientowaną na Moskwę polityką, wcale proste nie jest. Warto sobie uświadomić, że jedyną granicą neoimperialnych apetytów Rosji jest determinacja w realizowaniu odmiennych interesów, z jaką spotykają się jej wpływy.

Przy tej okazji jeszcze jeden, drobny kamyczek do ogródka miłośników Rosji; często w dyskusjach argumentem za „partnerstwem strategicznym" z Moskwą bywa stwierdzenie, że jest to państwo, w którym nie obowiązuje poprawność polityczna, a fasadowa demokracja i pogarda dla tzw. praw człowieka jest na porządku dziennym. Ma to być dowód na to, że Rosja na tle „zgniłego Zachodu" trzyma się krzepko i jest nadzieją na przezwyciężenie liberalnego walca politycznego i kulturowego. Nic z tych rzeczy. Wprawdzie despotyczny, turański charakter władzy państwowej jest w Federacji Rosyjskiej ciągle faktem, nie ma to jednak wiele wspólnego ze zdrowym, wewnętrznie spójnym i skonsolidowanym organizmem politycznym. Naród rosyjski gwałtownie wymiera i degeneruje się szybciej, niż to się dzieje w naszym przypadku, społeczeństwo jako takie nigdy tam nie zaistniało, a poza tym wystarczy, że prezydent Miedwiediew zechce wziąć przykład z modernizacyjnych pomysłów Piotra I (ostatnio z otoczenia Kremla wypuszczone zostały sygnały wskazujące, że jest to możliwe) i ani się obejrzymy, jak Rosja ponownie stanie w awangardzie „postępu społecznego". Czy osoby z kręgów nieliberalnych, zafascynowane „niedźwiedziem", uświadamiają sobie, że zalew najbardziej prymitywnej popkultury na Białorusi i Ukrainie idzie poprzez media rosyjskie, względnie rosyjskojęzyczne? Zwłaszcza narodowcy powinni do rosyjskiego przykładu podchodzić z należytą rezerwą; o ile nasza wizja opiera się na silnym, zdyscyplinowanym i skonsolidowanym narodzie zorganizowanym w silne państwo, o tyle Moskwa od setek lat miażdży swoich poddanych trybami despocji mającej źródła w dziczy azjatyckich stepów; miażdży tak skutecznie, że zamiast narodu mamy tam do czynienia z masami, które równie skłonne są giąć kark przed despocją, co korzystać z „dobrodziejstw" totalnej anarchii, gdy władza państwowa zanika. Za beztroskę w szafowaniu ludzką krwią i pogardzaniu zdrowiem moralnym i psychicznym swoich obywateli (a raczej poddanych) przyjdzie zresztą rosyjskim władzom wkrótce płacić olbrzymią cenę - gwałtowna depopulacja (mimo chwilowego skoku tendencji) i rozkład już wpływają bardzo negatywnie na pozycję geopolityczną Federacji, a prognozy są pod tym względem ponure. Sympatia, z jaką patrzymy na jednostki moskiewskiej milicji rozpędzające, wraz z gniewnym, zbrojnym w ikony i inne symbole tłumem, kolejną próbę przeprowadzenia na ulicach rosyjskiej stolicy marszu degeneratów, nie powinna zaciemniać nam całościowego obrazu tego państwa. „Chodzi o to, żeby te plusy, nie przysłoniły nam minusów."

Wracając do głównego nurtu rozważań; co w naszych warunkach oznacza dążenie do podmiotowości? Przede wszystkim oznacza ono zasygnalizowaną już konieczność budowania sieci relacji w Europie Środkowo -Wschodniej. Minimaliści mają rację, gdy narzekają na słabość polskiego potencjału gospodarczego czy demograficznego, o militarnym nie wspominając. Podstawową troską państwa polskiego winno być oczywiście dążenie do wzmocnienia owych potencjałów, priorytetem niezależnym od nich musi być jednak budowanie pozycji politycznej, a ta, jak wskazuje wiele historycznych przykładów, może być, przy zręcznej, a przy tym konsekwentnej grze na arenie międzynarodowej, o wiele silniejsza niż wynikałoby to z potęgi (bądź jej braku) danego kraju w rozumieniu dosłownym. Krótko mówiąc, nie ma nic złego w samym fakcie aktywności naszych czynników oficjalnych na tych obszarach stosunków międzynarodowych, które mają lub mogą mieć istotny wpływ na naszą pozycję w regionie lub na świecie. Więcej - podmiotowe państwo powinno dążyć do tego, by jego opinia, by postulaty jakie ono artykułuje, były słyszalne na forum międzynarodowym. Chodzi jednak nie tylko o to, by być słyszanym, ale przede wszystkim, by być wysłuchiwanym, by mieć argumenty na rzecz forsowania swoich interesów. Takim argumentem w relacjach międzynarodowych jest siła. Jeśli nie możemy wywierać nacisków posługując się siłą ekonomiczną czy militarną, jak również nie możemy odwołać się do argumentu „słuszności" (co w epoce deklaratywnego dążenia do pokoju, równości i partnerstwa w relacjach międzypaństwowych może mieć, jak zauważył Joseph Nye, znaczenie jako pewien czynnik soft power, z którego korzystania nie należy rezygnować), należy budować siłę polityczną rozumianą jako bliska współpraca z innymi organizmami państwowymi, polegająca na uzgadnianiu, koordynowaniu i solidarnym występowaniu w obronie partykularnych i wspólnych interesów. Na obszarze Europy naturalnymi kandydatami do takiej współpracy są kraje położone między Niemcami a Rosją.

Właściwie wszystko, co do tej pory napisałem na temat polskiej podmiotowości w relacjach międzynarodowych, zaliczyć można do tzw. „oczywistych oczywistości". Dlaczego więc jest tak źle, skoro odpowiedzi niejako narzucają się same? Podstawowym problemem, jaki napotykamy próbując stworzyć jakikolwiek model długofalowego porozumienia obejmującego większość, lub przynajmniej najistotniejszych graczy na obszarze środkowoeuropejskim, jest fakt, że, zasadniczo, europejskich państw postsowieckich i postkomunistycznych nie możemy zaliczyć do tzw. „państw poważnych". Rozszerzając definicję klasyka, mówiącą, że „państwa poważne, to takie, które potrafią zdefiniować swoje interesy i nie odstępować od ich realizacji bez względu na warunki zewnętrzne i wewnętrzne", należałoby dodać, że są to organizmy polityczne posiadające względnie ugruntowaną tradycję samodzielnego bytowania i system przekazywania władzy pozwalający zarówno na uniknięcie wstrząsów wewnętrznych, jak i na zachowanie elementarnej ciągłości gdy idzie o wspomnianą już realizację jasno zdefiniowanych interesów. Z tak rozumianymi organizmami politycznymi nie mamy do czynienia w Europie Środkowo - Wschodniej, przynajmniej gdy idzie o państwa posiadające potencjał odpowiedni do tego, by jakąkolwiek rolę odgrywać. Żeby nie szukać daleko - najlepszymi przykładami tego stanu rzeczy są Polska i, w wersji bardziej skrajnej, Ukraina. Polska polityka zagraniczna w latach 90tych to dryf państwa mającego status sowieckiej półkolonii w kierunku półkolonii zachodnioeuropejskiej, którą definitywnie nie staliśmy się jedynie ze względu na wewnętrzne zróżnicowanie UE i odrębne interesy Stanów Zjednoczonych. Podmiotowość nie była pojęciem wówczas stosowanym w dyskursie politycznym, nie mówiąc już o jej praktycznej realizacji. Wydaje się, że środowiska eurosceptyczne, podnoszące ówcześnie postulat obrony suwerenności, miały na myśli coś na kształt podmiotowości, przełożenie tego jednak na język konkretnej wizji politycznej szło im bardzo opornie. Trzeba pod tym względem oddać Kaczyńskim sprawiedliwość - działalność zarówno dyplomacji polskiej pod ich rządami, jak i ośrodka prezydenckiego w ciągu minionych pięciu lat, nosiła znamiona, ułomnego i wysoce niezadowalającego, ale jednak pozytywnie się odcinającego na tle poprzednich ekip, „odczuwania" kwestii podmiotowości. Dobrze należy w tym kontekście ocenić budowę porozumienia z państwami bałtyckimi, choć nie ma w tym wielkiej zasługi, zważywszy, że są to sojusznicy najłatwiejsi do pozyskania, patrząc z perspektywy otoczenia międzynarodowego. Zupełnie inaczej rzecz ma się w odniesieniu do Ukrainy - na tym polu od początku polityka pałacu prezydenckiego wykazywała o wiele więcej entuzjazmu niż rzeczowej oceny stanu rzeczy. Sytuacja, do jakiej doszło w związku z ostatnimi wyborami prezydenckimi w tym państwie, oznacza totalną klęskę Lecha Kaczyńskiego na tej linii.

W tej mierze za prawdziwy uznać należy zarzut minimalistów oskarżających Prezydenta o polityczny romantyzm i niedostatek realizmu. Jego kurczowe trzymanie się sojuszu z Juszczenką, o którym już od dłuższego czasu było wiadomo, że nie ma przyszłości na scenie politycznej własnego kraju, należy uznać za fatalne i niezrozumiałe, przeciągające się zaś milczenie w sprawie ekscesów związanych z honorowaniem przez tegoż banderowców, za podwójnie szkodliwe. Należy przy tym odróżnić dwie kwestie: dobrze się stało, że polscy politycy poparli „pomarańczową rewolucję"; jej skutkiem jest m.in. to, że dziś nawet Janukowycz, choć traktowany jako kandydat prorosyjski, nie jest już pionkiem Moskwy i posiada zdecydowanie większe pole manewru na formułowanie polityki niezależnej od „niedźwiedzia". Rok 2004 należy pod tym względem ocenić pozytywnie z punktu widzenia interesów Polski. Czym innym jest bezkrytyczne poparcie, jakiego Lech Kaczyński udzielał przez następne lata Wiktorowi Juszczence. Brak zdecydowanego wyrażenia polskiego stanowiska, co do drażliwych kwestii historycznych, jest poważnym błędem z wielu względów. Patrząc z perspektywy budowy długofalowych relacji z Ukrainą, nic nie zyskujemy milcząc, gdy po drugiej stronie granicy najbardziej antypolsko nastawione żywioły próbują umacniać tożsamość narodową na odgrzewaniu fobii i gloryfikowaniu zbrodniarzy będących ich krzewicielami. Po pierwsze, jeśli tak pojmowana tożsamość zostałaby przyjęta na Ukrainie jako obowiązująca państwowa wykładnia, sparaliżuje to możliwość efektywnego i trwałego współdziałania między naszymi państwami. Po drugie, zważywszy, że, na szczęście, zdecydowana większość Ukraińców z tradycją upowską się nie utożsamia, ogranicza to znacznie nasze pole manewru w sytuacji, gdy władzę przejmie inny, niż szowinistyczny, ośrodek, z czym mamy do czynienia obecnie. Potrafiłbym jeszcze zrozumieć Lecha Kaczyńskiego jako typowego polityka demokratycznego, który poświęca interes państwowy na rzecz bieżącej rozgrywki o władzę wewnętrzną w roku wyborów prezydenckich, ale przecież jego zachowanie w tej sprawie tylko pogorszyło ocenę, jaką wystawia mu potencjalny elektorat! Nie tylko więc nie zachował się jak mąż stanu - osobisty sentyment, czy też przyjaźń z Juszczenką (bo trudno to inaczej wytłumaczyć) i brak swobody w prowadzeniu przedsięwzięć politycznych sprawiły, że nie zachował się nawet jak racjonalny, choć wyzuty z poczucia misji, polityk demoliberalny, starający o utrzymanie się przy władzy. Nie ma się zresztą co dziwić jego dobrym kontaktom z Wiktorem Juszczenką; ten ostatni bowiem prezentuje na ukraińskiej scenie politycznej typ podobny, choć zdecydowanie bardziej jaskrawy. Na poważne traktowanie nie zasługuje bowiem polityk, który potrafił w ciągu kilku lat w bezprecedensowy sposób roztrwonić ogromny potencjał społeczny, w dużej mierze ze względu na swoje zachowania podyktowane urazami, emocjami i resentymentami. Brak powagi, tak Polski jak i Ukrainy, nie polega jednak tylko na tym, że, jak to trafnie zauważył Dugin, liderzy polityczni zachowywali się jak „rozlazłe, histeryczne baby". Chodzi o to, że Juszczenkę zastąpi inna „baba", Wiktor Janukowycz, a po jesiennej elekcji w Polsce ciężko się spodziewać, że prezydentem naszego kraju, najpewniej namaszczonym przez Donalda Tuska, zostanie ktoś o bardziej „męskim" podejściu do polityki zagranicznej niż Kaczyński. Nie chodzi wszak jedynie o typ emocjonalny czy osobowość przywódców państw Europy Środokowowschodniej, ale o deficyt konsekwencji w projektowaniu i przeprowadzaniu dalekosiężnych wizji politycznych.

Jak to już zostało powiedziane, podstawowym problemem naszego kraju, jak i pozostałych postsocjalistycznych państw regionu, jest brak stabilności i ciągłości na szczytach władzy, czyli - brak odpowiednich elit politycznych. Nie jest to kwestia, którą dałoby się w jakikolwiek sposób obejść; zbudować instytucje polityczne to zadanie względnie proste wobec wyzwania, jakim jest proces kształtowania się kultury politycznej i mechanizmów walki o władzę nieprowadzących do destabilizacji państwa. Paradoksalnie, kryzys ekonomiczny i niepewność odczuwalna na rozmaitych płaszczyznach stosunków międzynarodowych, jakie dają się we znaki europejskim państwom w ostatnim czasie, mogą korzystnie wpłynąć na tempo dojrzewania elit politycznych Europy Środkowo - Wschodniej. Podważenie paradygmatu „wiecznego pokoju" i nieprzerwanego wzrostu ekonomicznego, zabezpieczanego przez instytucje i organizacje ponadnarodowe, prowadzić powinno do kształtowania bardziej odpowiedzialnych postaw wśród wspomnianych elit politycznych państw naszego regionu. Wydaje się, że sytuacja jest nieco analogiczna do tej, z jaką mieliśmy do czynienia w okresie międzywojennym. Wtedy również nastąpił „wysyp" niepodległych organizmów politycznych w naszej części Europy. Dwudziestolecie okazało się jednak okresem zbyt krótkim, zarówno na to, by państwa te dostatecznie okrzepły, jak i by zrozumiały, że tylko ścisła współpraca może je uchronić od zależności i odgrywania roli satelitów wobec jednego z wielkich mocarstw. Miejmy nadzieję, że wojna w Gruzji z jednej strony i rosnący nacisk Zachodu na organizowanie naszego życia zbiorowego na modłę totalistycznej poprawności politycznej z drugiej, nie oznacza, że tym razem również mieliśmy do dyspozycji zaledwie dwudziestolecie i że znowu nie zdążyliśmy do podmiotowości i współpracy na obszarze Międzymorza dojrzeć.

Robert Winnicki
konsultacja: Karol Kaźmierczak

 

www.mw.org.pl


 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


niedziela, 22 października 2017

Licznik odwiedzin:  79 728  

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728

O mnie

Świdnica

Kontakt:

nacjonalista.swidnica@wp.pl

lub

onr@vp.pl

O moim bloogu

"Jestem Polakiem - więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka." Roman Dmowski

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Forum Narodowiec.com.plr __________________ Deklaracja członkowska Narodowych Sił Zborjnych. Należy ją wypełnić własnoręcznie, podpisać i razem z CV wysłać na adres: Związek Żołnierzy NSZ skr. pocztowa nr 1013 20-050 Lublin 8: BANER ANW IN14 AutonomPl Altermedia RSA radicalinfo Nrstreetart __________________

Statystyki

Odwiedziny: 79728
Wpisy
  • liczba: 162
  • komentarze: 396
Galerie
  • liczba zdjęć: 62
  • komentarze: 11
Punkty konkursowe: 967
Bloog istnieje od: 3326 dni

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Wiadomości